W okresie "średniowiecza" historii gier video - czyli przełomie lat 80tych i 90tych ubiegłego wieku, komputer osobisty w domu posiadali jedynie "wybrańcy". Działo się to głównie dzięki wsparciu wujka tudzież ciotki z Ameryki, bądź sklepom "Baltony" lub "Pewexu" (i dolarom - również z Ameryki:)), w których to można było nabyć różnorakie dobra z dalekiego i nieprzystępnego dla wielu "zachodu". Niestety, nie miałem takiego szczęścia jako dziecko, a ciotka (w moim przypadku) zupełnie nie rozumiejąc potrzeb młodego człowieka, nie wiedzieć czemu przysyłała mi słodycze:) Taki, tani zamiennik wymarzonego komputera. Od biedy (lub może z braku innej alternatywy:)), brało się wtedy swoje marne kieszonkowe i szło do tzw. "salonów gier" - przybytków w postaci bud, nieraz zadaszonych przyczep (poważnie) wypełnionej automatami wideo. Z tamtych czasów pamiętam właśnie "Mikie" - przyjemną zręcznościówkę, której konwersja ukazała się później na komputery osobiste w tym na C64.
Jako tytułowy Mikie, musisz skompletować sekretną wiadomość dla swojej ukochanej dziewczyny i dostarczyć ją do niej. Każde słowo wiadomości ukryte jest w kolejnych pomieszczeniach szkoły - klasie, stołówce czy sali gimnastycznej. Z kolei literki do poszczególnych słów kryją się pod postacią serduszek - należy je zbierać aby utworzyć całe. Należy jeszcze dodać że zadanie naszego bohatera nie należy do najłatwiejszych: w zależności od pomieszczenia, jego beztroskie życie uprzykrza mu "ścigający" go bezustannie personel szkoły: kucharz, szatniarz, no i przed wszystkim wściekły i niestrudzony nauczyciel - uwaga na jego latającą, sztuczną szczękę! Muszę przyznać, że wątek fabularny gry należy jak najbardziej do oryginalnych - kto go wymyslił :)?!? Autorowi pogratulować kreatywności w tworzeniu scenariusza gry, a wcielenie się w rolę Mike'a, mimo wszystko okazuje się całkiem wciągającym zajęciem.
Grafika w "Mikie" oczywiście nie powala poziomem - w końcu gra została wydana w 1986, czyli lata świetlne temu, jeśli brać pod uwagę rozwój i aktualny poziom elektronicznej rozrywki. Wydaje mi się, że z pewnością była masa gorszych pod tym względem gier w 1986 roku, oraz jeszcze jeden pewnik - grafika jest na tyle wyraźna, że nie będziemy mieli problemu z odróżnieniem kto jest kim.
|
Muzyka w grze jest zróżnicowana, dominują raczej wesołe i dynamiczne melodie. Każde z pomieszczeń ma swój własny motyw - szczególnie ten przygrywający w klasie (czyli na pierwszym poziomie), jest rozpoznawalny - Beatles. Ogólnie "oprawę" dźwiękowa w "Mikie" oceniłbym pozytywnie.
Wszystkich poziomów (czyli pomieszczeń) jest pięć. Aby dostać się do następnego, Mikie musi przejść korytarzem i znaleźć drzwi z napisem "IN". Jak to bywa w samych pomieszczeniach, również tu musi unikać ścigających go pracowników szkoły. Przy odrobinie szczęścia i zwinności dostanie buziaka od tancerki (są ukryte za drzwiami) lub podwędzi szatniarzowi śniadaniówkę - za wszystkie te czynności otrzyma bonusowe punkty. Po skompletowaniu wiadomość dla naszej ukochanej spotykamy ją na zewnątrz szkoły i... zaczynamy grę od początku.
Więcej chyba nie da się już napisać o tej grze. Polecam ją jako krótki przerywnik podczas dnia, chwilę wspomnień i melancholii lub powtórkę z historii gier arcade. W każdym przypadku z wymienionych, przekonasz się że 43 kilobajty software'u (bo tyle zajmuje plik z grą) też potrafią bawić.
Ocena: 7/10
| Plusy: |
Minusy: |
|
+ salonowe arcade w najczystszej postaci + niespotykana dotąd "przeszkadzajka" w postaci sztucznej szczęki:) |
- trochę za krótka |
Klapex
|